piątek

Mikołejko i Pierścień Atlantów

Temat ten grzązł w ciemnych zaułkach mojej głowy, od kiedy zauważyłam w jakimś piśmie, bodaj w Polityce, fotografię przedstawiającą prof. Zbigniewa Mikołejkę noszącego na palcu Pierścień Atlantów*. Traf chciał, że niedługo potem zobaczyłam wizerunek innej polskiej gwiazdy telewizyjnej z taką samą biżuterią. Miałam nawet pomysł na projekt artystyczny pod roboczym tytułem Sławy Atlantów, bo nie wątpiłam w to, że mogłabym wynaleźć inne medialne osobistości z podobną ozdobą. Ale przytrafiło mi się życie, czyli mnóstwo pracy i czas wolny przeznaczony na wartościowe sprawy takie jak spanie czy oglądanie serialu Modern Family.

* Pisownia dużymi literami zamierzona. Nawiązuje do takich kanonicznych pozycji jak Harry Potter i Insygnia Śmierci czy Mikołajek i Inne Chłopaki, oddaje też mój stosunek emocjonalny do tematu.
















W międzyczasie okazało się, że na ten genialny pomysł wpadł wcześniej, a jakże, znamienity periodyk Super Express”. Dzielni dziennikarze tej gazety wynaleźli sporo fotografii przedstawiających polskich celebrytów, którzy noszą atlantycką biżuterię. Wśród nich znajdziemy i aktora Cezarego Pazurę, i nie-wiem-kim-jest-ponoć-stylistą Tomasza Jacykowa, i wokalistę zespołu Feel, i aktora Piotra Machalicę, i Andrzeja Nejmana, czyli Waldka z serialu Złotopolscy. Tu możecie znaleźć galerię zdjęć wyżej wymienionych nosicieli pierścionków.

Warto dodać, że tematem atlantyckim interesowała się też swego czasu Rzeczpospolita, pisząc między innymi o ówczesnym komendancie stołecznej policji. Do rzeczonego pierścienia przyznawał się również Paweł Wilczak (taki aktor) w wywiadzie w piśmie Viva!. W tym samym czasopiśmie Radosław Majdan (taki piłkarz), mówiąc o swej ówczesnej żonie Dodzie (taka piosenkarka), stwierdzał: odkąd na jednym palcu noszę pierścień Atlantów, to zauważyłem, że się nie kłócimy z żoną zupełnie” (cyt. za: Wirtualna Polska). 

Jak widać, temat przemaglowany w te i we w tę. Głównie w tzw. telewizjach śniadaniowych i innych brukowcach. Oraz w periodykach w rodzaju przezabawnego „Egzorcysty. Po co więc o tym pisać? Ano dlatego, że kiedyś sobie to zagadnienie wymyśliłam, ba, planowałam cały projekt artystyczny, to przynajmniej choć o jednym przypadku wspomnę. A także dlatego, że nurtuje mnie pytanie, dlaczego doktor habilitowany i profesor nadzwyczajny, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk który jest przecież (?) innego rodzaju postacią niż pan Majdan czy pan Pazura nosi Pierścień Atlantów.


Może dopowiem, że do amuletów i innych talizmanów nic nie mam. Sama noszę w torbie stary pierścionek mojej mamy przyozdobiony tygrysim oczkiem. Nie wiem po co. Na szczęście? Miałam też kiczowatą figurynkę św. Antoniego, umieszczoną w metalowym pojemniczku-trumience; do teraz pewnie można takie kupić w Częstochowie za parę złotych. Zawsze nosiłam ją przy sobie, znów: nie wiem dlaczego. Niestety, Antoni nie dał rady, figurynkę zgubiłam. 

Mama przywiozła mi kiedyś poświęconą przez księdza kromkę, tzw. chleb św. Agaty. Oczywiście, nadal mam to czerstwe pieczywo, nie wiem dokładnie gdzie co prawda, ale nie wyrzuciłam go. Ta sama mama, kiedy przeżywałam długotrwały spadek nastroju, kupiła mi w jakimś sklepie wróżkarskim świecznik, który miał odpędzać złe moce (tzn. świeczka w nim paląca się miała je odpędzać). Świecznik jest okropny, tandetny, zrobiony z gipsu i pomalowany na brązowo. Ale stoi na moim biurku. Ma wartość, powiedzmy, sentymentalną.

Był też taki jeden pierścionek miedziany, najukochańszy, noszony (wiadomo) na palcu środkowym, bez której to ozdoby w ogóle nie wychodziłam na miasto. Po prostu ją lubiłam (w stylu Golumowego: my precious), nosząc ją, czułam się lepiej. Miedziana obrączka została ofiarą mojego chwilowego spadku wagi, niepostrzeżenie zsunęła się z palca i znikła z mojego świata. 

Wymieniać mogłabym długo. Choć raczej nie jestem ani zabobonna, ani religijna, ani newageowa, takie przedmioty paramagiczne (?), mimo iż właściwie nie wierzę w ich działanie, są w moim życiu, zapełniają moje półki i torby (albo moją pamięć).

Rozczulają mnie też różne czasopisma i książki poświęcone tym sprawom. Zwykle są nieatrakcyjne estetycznie, bardzo staromodnie projektowane, amatorskie. I opowiadają o takich klawych sprawach, jak zalety gęsiego smalcu, świecowanie uszu, 150-letnie życie, lewatywy z kawy czy horoskopy (przy okazji polecam książkę Romana Kozaka pt. Uzdrawiam, zdejmuję klątwy i uroki; notabene ów autor przedstawia się tak: Nazywają mnie polski rentgen czyż to nie jest boskie?). Cały ten segment spirytystyczno-ezoteryczno-leczniczy ma specyficzny, no właśnie, urok. 

Zastanawiam się, czy tym kierował się prof. Zbigniew Mikołejko, uznając Pierścień Atlantów brzydki przecież, niejako obciachowy i kojarzący się z reklamami w piśmie Wróżka z lat 90. za ważny element swojego wizerunku. 

Profesor nosi swą ozdobę na palcu wskazującym. A jak czytamy w opisie poznańskiej firmy Ciszak, producenta owych pierścieni:

Jest to palec Jowisza. Noszenie na nim pierścienia pomaga w zrozumieniu świata i skłania do samodoskonalenia. Znakomita pomoc dla osób chcących obudzić w sobie wyższe instynkty i rozwinąć potrzeby duchowe. Gdy pierścień znajduje się na palcu wskazującym, chroni przed utratą przytomności, działa ogólnie wzmacniająco, przeciwzapalnie i przeciwbólowo oraz pobudza odporność, a także pomaga rzucić palenie. Jego energia uspokaja znerwicowane dzieci. Noś go na tym palcu, jeśli cierpisz na: zapalenie migdałków, gardła lub krtani, bóle głowy, zębów czy barków, ramienia i szyi, stany zapalne zatok szczękowych, wzdęcia, zaparcia, kolkę jelitową, biegunkę, gorączkę, porażenie nerwu twarzowego, krwawienie z nosa, choroby skórne, niedosłuch, neurastenię, zaburzenia wzroku, nadciśnienie tętnicze, nieżyt strun głosowych czy ostry i przewlekły nieżyt nosa.

Hm.

Poniżej wklejam nie za bardzo związane z tematem, ale jakoś ujmujące fotografie Eusapii Palladino, słynnego medium spirytystycznego.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz