Wiele się mówi ostatnio o nowej aktywności zawodowej, nagminnie uprawianej w tzw. sektorze kultury, gdzie dominują wolne zawody. Wolne zawody to te, których reprezentanci pracują na umowach śmieciowych. A dlaczego ci durnie godzą się na śmieciówki? Proste. Mało kto chce grafika, autora, korektora czy redaktora zatrudnić na etat. To znaczy są i tacy szczęśliwcy, ale stanowią oni mniejszość w branży zwanej kulturą. A aktywność, o której mowa, to czekanie na współczesnego Godota. Czyli na przelew.
Są grupy i fanpage na Facebooku związane z tym tematem, pojawiły się artykuły poświęcone temu zjawisku, rzecz jest znana, szczególnie wśród praktyków. Pokrótce wygląda to tak:
Zrobiłeś swoją robotę, wszyscy są zadowoleni, teraz czekasz na zapłatę. Zapłata nie przychodzi w wyznaczonym terminie. Odczekujesz kilka dni. Nadal nic. Dopominasz się więc mailowo, najpierw z uśmiechami i grzecznie, wszak występujesz w roli petenta, no i nie chcesz popsuć stosunków z pracodawcą. Nie odpowiadają.
Dopytujesz się dalej, bardziej natarczywie, ale wciąż uprzejmie. Mija jakieś półtora tygodnia (a prawie miesiąc od daty domniemanej zapłaty). W końcu łaskawie odpisują, że mają jakieś spore obsuwy, bardzo im przykro, nawet etatowcom nie płacą (kryzys, panie!), czekają na dotację albo na sponsora, no, sam rozumiesz, ale luz, będzie wszystko do 12 kwietnia. Czyli za kolejne półtora tygodnia. Nic nie poradzimy. Ale będzie. Wszyscy tu czekamy na to.
12 kwietnia o godz. 8:00, 12:00, 15:00 i 18:00 sprawdzasz konto. Puste. Jest to piątek, wszyscy wyszli już z biura, ty nie, bo siedzisz w domu i pracujesz w tygodniu, w niedziele i od święta, ale nie to nas tu zajmuje. Naszym tematem jest zabawa w czekanie na przelew. Myślisz sobie: może wysłali, tylko bank nie zdążył zaksięgować? Więc powstrzymujesz się od hate-maili przez cały ubogi weekend. Sprawdzasz konto w poniedziałek. Nie ma.
Znów się dopytujesz, już nieco mniej przyjemnie. Nie odpisują. Na maksa wku*wiony (inaczej się tego nie da nazwać) ślesz maila do wszystkich świętych. Odpowiadają po paru godzinach, że wyślą ci kasę dzisiaj. Czyli że jutro powinna być. Czekasz do następnego dnia, sprawdzasz konto... Wiesz, co będzie dalej?
Ta gra miejska może trwać nawet parę miesięcy. Zazwyczaj pracodawcy, którzy mają
zapłacić 500 zł, nie bawią się w takie ceregiele, ale ci, którzy wiszą ci 3000 zł, jak najbardziej. Dlatego żebry wśród wolnych zawodów są na topie.
Dopowiedzmy, żeby było wszystko jasne: wolnych zawodów, czyli profesji wolnej od regularnej płacy i normowanego czasu pracy, wolnej od traktowania pracownika serio, wolnej od urlopów, ubezpieczenia zdrowotnego i składek emerytalnych. Kiedyś inaczej się nazywało takich ludzi. Dawno temu, w czasach niepoprawności politycznej, zwano ich najemnikami.
W każdym razie umiejętność żebrania o uczciwie zarobioną kasę jest tu kluczowa. Nie żebrzesz, nie przetrwasz. Jak więc robić to skutecznie?
Dopowiedzmy, żeby było wszystko jasne: wolnych zawodów, czyli profesji wolnej od regularnej płacy i normowanego czasu pracy, wolnej od traktowania pracownika serio, wolnej od urlopów, ubezpieczenia zdrowotnego i składek emerytalnych. Kiedyś inaczej się nazywało takich ludzi. Dawno temu, w czasach niepoprawności politycznej, zwano ich najemnikami.
W każdym razie umiejętność żebrania o uczciwie zarobioną kasę jest tu kluczowa. Nie żebrzesz, nie przetrwasz. Jak więc robić to skutecznie?






